Friday, 26 October 2007

Targi pracy


byl kiedys taki film dokumentalny o 2 emigrantach z Polski, ktorzy jeszcze przed naszym wstapieniem do Unii pojechali do Londynu podbijac swiat - Bar na Victorii- i wrazenie, jakie ten film we mnie zostawil - to, ze sie strasznie musieli nachodzic - nie majac pieniedzy na bilety - pokonywali cale kwartaly, dzielnice pieszo - i ja mam dzis takie samo wrazenie - choc tutaj naprawde wiekszosc miejsc jest dostepnych na piechote - troche jezdzilismy, troche lazilismy - ale wrazenie mam takie, jakbym przeszla caly Londyn - a to tylko Edynburg kilkadziesiat razy mniejsze miasto, no i mam bilet dzienny w kieszeni.
Najpierw pojechalismy na targi pracy - w miejscu zwanym Corn Exchange - (hala nie pierwszej mlodosci) wystawiono kilkanascie stanowisk pracodawcow, firm doradcow zawodowych, byl uniwersytet i szkola dla poloznych - na samym srodku znajdowalo sie stanowisko armii - do ktorej i tak gdybysmy bardzo chcieli (nie chcielismy) nie moglibysmy legalnie sie zaciagnac.
Siedzieli tam znudzeni, troche zagubieni mezczyzni w mundurach - absolutnie nie niepokojeni przez nikogo. Wystawcow bylo wiecej niz odwiedzajacych - seminaria swiecily pustkami - bardzo mily byl pan z Margaret Hodge Recruitment, pani z Greggsa (siec sklepow z pysznym pieczywem francuskim) poczestowala nas cukierkami, a przedstawicielka "teaching in Scotland" z predkoscia karabinu maszynowego wyrecytowala, co trzeba zrobic, zeby uczyc w Szkocji (przetlumaczyc dyplom, mile widziany jest wykaz przedmiotow z ocenami, zaplacic 90 funtow wyslac i czekac, czy uznaja czy nie - bo moga stwierdzic, ze trzeba sie rok douczac)
Calosc wygladala jak pretekst do wydania budzetu na marketing, zeby zdazyc przed koncem roku - ale kazde doswiadczenie uczy wszak.

No comments: