
Jako, ze poprzednie posty przedstawiaja tzw czas biezacy - a jak wiemy jest prawda czasu i prawda ekranu - to wykonujac mala retrospekcje przypominam sobie jak to bylo na poczatku - tak, tak to juz tydzien minal - kiedy czekalam na Roberta przy lotniskowej kaplicy, a potem jechalismy przez sloneczne miasto podziwiajac widoki - choc z uwagi na nadbagaz z nizszego poziomu, bo walizki nijak nie dalo sie wciagnac na gore.
Od razu mi sie spodobalo. Z samolotu widzialam Most Forth i wysepke z ruinami zamku, a potem ledwo zrozumialam kierowce w autobusie - wiec to musiala byc Szkocja.
No comments:
Post a Comment