Thursday, 22 November 2007

nowa praca

pracuje w ksiegarni - do 5.01 jestem zatrudniona jako bookseller - czuje sie rzucona na gleoboka wode, ale dopoki mnie sami nie wywala to nie zrezygnuje. Ksiegarnia nalezy do sieci Waterstone's i jest najwieksza w Edynburgu. Miesci sie na zachodnim krancu glownej ulicy Princes Street, ktory nazywaja tu West End.
Musze wykonywac rozne obowiazki - na razie jestem na poziomie -1 w dziale tzw. akademickim, ale czasami wlos sie jezy na glowie, jak widze, jakie ksiazki musze wpychac na polke ;) Oprocz Academic i Popular Science jest Business, Languages i Foreign Languages, Psychlogia, Socjologia, Filozofia, Religia i Historia Naturalna, a takze moj ulubiony dzial czyli Mind Body and Spirit - a mowic wprost pol sciany zastawione new age'owa, slicznie wydana tandeta. W poddziale medytacje znalazlam np. Medytacje Marka Aureliusza, a w dziale Socjologia Kapuscinskiego - Futbolowa wojne (nikt mnie nie sluchal, ze to non-fiction i reportaz wojenny, dobrze, ze i tak nie bylo w sporcie ;) i Czechowa (!) notatki z podrozy na wyspe Sachalin.
Moje zadanie to sprzedaz ksiazek - czyli obsluga kasy - szok - od razu pierwszego dnia mnie tam postawili, zgodnie z dewiza - trening czyni mistrza. Mialam rozne wpadki, ale wszyscy mowia "don't worry about that" - mam nadzieje, ze niedlugo nabiore pewnosci w tej dzialalnosci. Kolejny obowiazek to wyszukiwanie w bazie danych ksiazek, autorow itd. Wyobrazcie sobie, ze przychodzi facet i belkocze dwa slowa - z ktorych jedno brzmi jak water, a drugie jak diving i co? Chodzilo o rozdzkarstwo - water divination - szukanie zrodel wody z patykiem - super. W koncu zrozumialam, o co co mu chodzi - ale ksiazek o patykach nie bylo. Powiedzialam to Sian - dziewczynie, ktora ma mnie wprowadzac w arkana ksiegarstwa i sie mna opiekowac, a tymczasem troche mnie olewa - a ona wzruszyla ramionami i powiedziala: - Phi, caly dzien leje, a ten jeszcze szuka wody.
Lepiej troche sie czulam przy polce Drama - spytana pani powiedziala, ze szuka Komedii omylek (podziekowania dla Pana Slobodzianka za zmuszenie nas do lektury znacznej czesci szuk Szekspira) - niestety na West End - czyli u nas tego nie bylo, ale odnalazlam w bazie danych, ze maja jeszcze jeden egzemplarz na pobliskiej George Street. Sukces!
Albo przychodzi facet i tez cos belkocze, nie rozumiem tytulu, wiec prosze o autora - on nie zna autora, wiec tytul wpisuje na chybil trafil, co mi sie wydaje, ze powiedzial - hot commodities (nawet nie wiem, co to znaczy - ale, ze dawnymi czasy lubilam spelowac - uklon dla tych, ktorych to wkurzalo - to sie nauczylam ortografii). No i hot commodities sie znalazlo w dziale biznes.
Tancze na cienkiej linie nad przepascia.
Ale ogolnie praca jest ciekawa, choc bardzo stresujaca.
Jako, ze dzis i jutro mam wolne, czyli tzw. offy, to wczoraj leczylam sie tym edynburskim produktem.

Saturday, 17 November 2007

praca

jak chcecie miec wyobrazenie o pracy w the Dome - to obejrzyjcie sobie "Zaklęte rewiry" z mlodym Kondratem (sam z siebie film warty uwagi). Nie zapomnijcie tylko wlaczyc przyspieszonych obrotow.
Czesc i strzalka ide dogorywac.

Friday, 16 November 2007

Water of Leith


Prawie u nas za domem plynie glowna i najwieksza (nie jest imponujacych rozmiarow) rzeka w Edynburgu. Wzdluz jej brzegow ciagnie sie sciezka spacerowa prowadzaca az do portu w Leith. A tak wyglada niedaleko nas.

Formalnosci ciag dalszy

Niestety na poczatku, radosc z zarobionych pieniedzy przeslania fakt, ze 90 GBP trzeba wyszarpac na WRS (Work Register Scheme) czyli rejestracje w Home Office. Trzeba to uczynic w ciagu miesiaca od podjecia pierwszej pracy - bo po miesiacu niezarejestrowany pracownik staje sie pracownikiem nielegalnym. Razem z wnioskiem trzeba tez wyslac paszport i dwa zdjecia. Przyjemnosc oplaty zarezerwowana jest dla przybyszy z Polski, Slowacji, Litwy, Lotwy, Estonii i Czech. Dziekujemy!
Wczoraj tez poszlam do banku (Royal Bank of Scotland) otworzyc konto - dopoki go nie mam agencja bedzie placic mi czekami.
Dzis ide do The Dome

Mandy jest gUpia

Musialam to napisac i juz mi lepiej - zwykle do tej pory sprawy w agencji zalatwialam z Rachel - ale od wszystkich slyszalam: Mandy to' Mandy tamto. Mandy - no coz - potraktowala mnie, jak z pewnoscia niektorzy jej rodacy traktowali ludzi w spodnicach z trawy, z bizuteria z ludzkich kosci w nosie. Koniec. kropka.

Wednesday, 14 November 2007

Koko is back

Koko wlasnie wrocilo z pracy. Trzeci dzien. Nie bylo zle.

W poniedzialek zerwalam sie - nawet nie bladym switem - bo to nie musialoby byc takie zle - w poniedzialek zerwalam sie czarnym switem i wyruszylam (odprowadzajac Roberta do autobusu na lotnisko). Oczywiscie bylam na miejscu za wczesnie - ale wiadomo - lepiej wczesnie niz pozno. Powoli ze wszystkich stron zaczely sie schodzic towrzyszki - w sumie bylo nas 4 - oprocz mnie 2 Polki: Monika i Lucyna i Slowaczka Andrea. Ze wzgledu na Andree rozmawialysmy caly czas po angielsku - a mialysmy duzo czasu na rozmowy, bo choc powiedziano nam, ze mamy byc o 6.45 przed biurem - menedzer o imieniu Alistair przyjechal o 7.15. Z czarnego samochodu wygladala tylko jego ptasia lysa glowa z haczykowatym nosem - wiec nie bylo mi do smiechu - zwlaszcza, ze juz widzialam w wyobrazni jak przenosze talerze zgrabialymi, po polgodzinnym staniu w zimnie, rekami - czerwonymi jak u Wokulskiego po Syberii.
Pojechalismy do Ratho Centre , gdzie Sky TV prala mozgi swoim pracownikom majacym sprzedawac pakiety programow czy cos takiego. Kiedy weszlam tam z czystymi szklankami chodzili w kolko przy muzyce - a prowadzacy przez mikrofon mowil im, jaki to wspanialy produkt maja do zaoferowania. Nasza praca polegala na podawaniu kawy, herbaty, przekasek - na zasadzie szwedzkiego bufetu - wiec raczej nie bylo to trudne. W miedzyczasie poznalam dzialanie przemyslowej zmywarki, ktora wyparza naczynia w 5 minut i ogolnie - Edynburg od kuchni.
Ale bardzo dobrze mi sie z dziewczynami pracowalo. Wtorek byl kolejnym dniem szkolenia - ale na pietrze nie bylysmy juz same z nasza Sky TV - bo impreze mialo tez TESCO prezentujac na swojego rodzaju targach produkty pt. "dobre, bo szkockie". Naszym faworytem zostal pan (dosc przystojny) ze stoiska z kartoflami. Stal jak przyklejony do swojego stanowiska i po prostu byl - kartofle tez. Po zakonczonych targach podarowano nam niektore produkty - ale mimo sympatii do prezentera nikt sie nie polasil na worki kartofli. Za to dostalam zgrabna kosmetyczke, ktora, jak sie okazalo - zawierala maslo i zestaw jogurtow.
TESCO tez obslugiwala nasza firma mialam wiec okazje poznac inne osoby - miedzy innymi Natalie z Argentyny, z ktora pracowalam dzis na wyscigach i dwie Chinki. Jedna znaczna czesc czasu - domniemuje, ze przerwy - spedzila w naszym "biurze" spiac na kupce plaszczy, z glowa na plastikowej torbie, chrapiac.

Dzisiejsze wyscigi to impreza nauczycieli z regionu East Lothian - oczywiscie w kuluarach nie obylo sie bez rozmow pt. "za czyje to pieniadze?" - wiadomo Councilu - czyli lokalnych wladz. Pytanie zadawala Pat - nasza dzisiejsza "kierowniczka zmiany" - przemila siwa Szkotka ok. 60 - niestety polowy z jej przemow nie zrozumialam. Zrozumialam za to jej "We're only human", kiedy zbilam dwie filizanki. Pierwsze i ostatnie, mam nadzieje.
Trzecia kelnerka byla Hiszpanka- ktora nazywala sie oczywiscie Maria Gonzalez i zabrala mi koszule. Na serio to mialysmy sie przebrac w dostarczone przez firme czarne koszule, na to czarne kelnerskie fartuchy i czerwone krawaty. Maria na pierwszy rzut oka rozmiar L - po prostu bardzo wysoka - wbila sie w S, a ja powiewalam rekawami eLki, bo nikomu nie chcialo sie juz 1000 razy przebierac.
Pat zostawila nas same i pojechala nadzorowac nastepna impreze na Zamku.
No i pozwolila nam zabrac do domu drogocenne kanapki, ktorych nie zmogli nauczyciele. Council widocznie ma duzo pieniedzy - albo dba o swoich pracownikow - albo jedno i drugie.
A dziewczyny z mojej wczorajszej zmiany pracowaly dzis na rozdaniu nagrod muzycznych Radia Forth

Sunday, 11 November 2007

Praca


Juto ide zarabiac pierwsze funty - chyba, ze zawroca mnie od razu z powodu plisowanych spodni - nienawidze prasowania, a w muszce wygladam jak klaun Koko.
Zdjecie stad

11 listopada



To w UK Rememberance Day - Dzien Pamieci. Juz od poczatku listopada niektorzy nosza wpiete w klapy plaszczy i kurtek sztuczne maki, poniewaz inna nazwa tego dnia to Poppy Day. Kwiat jest symbolem pamieci i udzialu w kwescie na rzecz ofiar wojen, kombatantow i weteranow. Pierwsze rozdano w 1921; inspiracja byl wiersz Johna McCrae "Na polach Flandrii", opisujacy miejsce krwawej bitwy z I wojny swiatowej

"In Flanders fields the poppies blow
Between the crosses row on row"


Przy pomnikach bohaterow wojennych i cmentarzach odbywaja sie uroczystosci upamietniajace poleglych.

Zdjecie i informacje pochodza z oficjalnej strony organizacji prowadzacej kweste
www.poppy.org.uk

Wiewiorki




Mnostwo jest szarych wiewiorek. Widac je z okna w kuchni, jak rano biegaja po trawniku za domem.
W Ogrodzie Botanicznym widzialam dzisiaj, jak robily zapasy zakopujac fistaszki. Potem biegly do dzieci po nowe i wracajac do schowka patrzyly bezradnie, jak ich zapasy wygrzebuja wrony.
Ale wiewiorki i tak wygladaja na dobrze odzywione

Saturday, 10 November 2007

Babel

Nie ukrywam, ze mam czasem problem z dogadaniem sie z co poniektorymi osobami tutaj. Ale w dniu wczorajszym miala miejsce historyjka taka: latalam miedzy agencja pracy a roznymi innymi miejscami i w pewnym momencie zaistniala koniecznosc przefaxowania dokumentow - zagadnieta na Grassmarket kobieta potwierdzila moje podejrzenia, ze czesto "male sklepiki" dysponuja faxami. Poszlam wiec do takiego i spytalam czlowieka za kasa, czy ma fax - odpowiedzial przeciagle yes - szczesliwa zaczelam na ladzie chlodniczej przygotowywac dokumenty - on caly czas przygladal mi sie zza kasy - po czym podalam mu papiery i numer faxu (napisany zreszta na odwrocie biletu do muzeum w Nesseberze - Bulgaria) z prosba o wyslanie. Pan przewertowal kartki, wczytal sie w tekst na pierwszej - potwierdzenie zatrudnienia - po czym z bezbrzeznym zdziwieniem spytal sie mnie "why are you giving me this?"
Szlam potem po ulicy i zastanawialam sie, jak zrozumial moje pytanie i jak surrealistyczna sytuacja to byla dla tego Pakistanczyka.

Mieszkanie - kolejna odslona

Wyglada na to, ze slabo trzymalismy/scie kciuki - bo z salonow na Dalkeith - nici. Agenci nieruchomosci trzymali nas w niepewnosci - az w koncu stwierdzili, ze wlascicielka sprzedaje mieszkanie - byc moze - moim zdaniem bluffowali - ale nie chce mi sie wchodzic w dociekania o naturze tegoz bluffu.
Wyglada na to, ze mamy jednak mieszkanie - choc ja nie uwierze dopoki nie poloze sie we wlasnym lozku w pokoju dowolnego rozmiaru (bowiem o przestrzen zyciowa byla awantura lub ostre negocjacje jak kto woli - salomonowym wyrokiem bedziemy sie zmieniac).
Minusem mieszkania moze byc to, ze nikt z przyszlych mieszkancow nie umie poprawnie wymowic nazwy ulicy, przy ktorej ono sie znajduje: Buccleuch Street - wszelkie sugestie mile widziane. W Internecie znalazlam porady, co do wymawiania szkockich nazw i tam wsrod innych wskazowek, co do wymowy jest i Buccleuch
Byc moze jest to plusem, bo zaoszczedzimy na taksowkach - ale tak naprawde jest to wspaniala lokalizacja w centrum miasta. Schody jak do sredniowiecznej wiezy.

Thursday, 8 November 2007

Guy Fawkes Day



Przez te wszystkie kluczowe, zyciowe sprawy umknal mi Dzien Guya Fawkesa - wbrew czytance z liceum "remember, remember the 5th of November..." Jednak pamietam tyle, ze Guy Fawkes przywodca spisku prochowego chcial wysadzic parlament w powietrze. Jego niecne zakusy zostaly udaremnione, a na pamiatke tego wydarzenia co roku organizuje sie ogniska i pokazy fajerwerkow, przy okazji palac tez kukle samego Fawkesa.
Z tego, co bylo widac niecierpliwi zaczeli odpalac fajerwerki juz w piatek, choc swieto wypadalo w poniedzialek i w sumie przez caly weekend okolice wieczorami oswietlaly wybuchy sztucznych ogni.
Widzialam wielce zachecajaco zdjecie z obchodow tego dnia w Edynburgu z poprzednich lat - ale okazalo sie, ze mam prace domowa do odrobienia, wiec zostalam w domu. Nie wiem, wiec czy bylo tak jak powyzej - zdjecie ze strony www.centralwings.pl
Ale na Sylwestra tez sie szykuje niezla impreza, wiec bedzie jeszcze okazja zobaczyc ognie nad zamkiem. (A propos - okazalo sie, ze zamek stoi na dawno, dawno wygaslym wulkanie)

Odezwa


Trzymajcie kciuki za jasna przyszlosc. Czekam na odpowiedzi - a wlasciwie na jedna najwazniejsza w sprawie pracy. Jak nie wyjdzie to inwestuje 4GBP w muszke - tak, tak MUSZKE - taka pod szyje i ide jako kelnerka na roznego rodzaju imprezy. Moze byc ciekawie, zwlaszcza, ze wczoraj bylam na szkoleniu z talerzami i plastikowa zywnoscia. Pani stwierdzila, ze z prawdziwa powinno byc latwiej, bo tak nie podskakuje. Razem ze mna siedzial Sven - niemiecki student marketingu i zarzadzania - szczerze podziwialam Marthe - ktora bezblednie rozumiala, co probujemy wyrazic naszymi akcentami i skladnia.
Ale to agencja, ktora "jedzie" glownie na cudzoziemcach. W ulotce informacyjnej, ktora dostalismy napisali "nie zapomnij dac nam znac, ze wracasz do swojego kraju".

Public house Victoria

W zeszla sobote odwiedzilismy public house - czyli pub. Leith Walk jest naszpikowane lokalami roznej masci - w niektorych dominuje nastroj dancingu, ale nam udalo sie znalezc mile miejsce z fajna muzyka. No i nie bylo napalone - nie mozna palic - kto chce palic musi - bez wzgledu na glebokosc dekoltu i krotkosc rekawow kulic sie przed wejsciem.
W Wielkiej Brytanii wlasnie odbyl sie proces pierwszego wlasciciela pubu, ktory zlekcewazyl przepis i ostro wystepuje przeciwko - zalozyl nawet partie "Fight Against Government Supression". Sad nalozyl na niego grzywne 500 GBP, a dodatkowo obciazyl kosztami procesu - 2000 GBP. Pub nazywa sie Happy Scots.
Wlasciciel juz nie tak bardzo happy oswiadczyl jednak, ze zadnych pieniedzy nie zaplaci.

Mieszkanie


Co do stacjonarnego trybu zycia i osiedlenia sie - to jestesmy na etapie intensywnych poszukiwan. Ogladalismy jedno mieszkanie - ktore wydalo sie wymarzone (nie zmienia tego fakt, ze jak podaje Record PM ostatnio w godzinach nocnych nagi mezczyzna biegal w okolicach Dalkeith Road wlasnie i zaczepial 18-latke). Gdy tylko wyrazilismy swoje zainteresowanie mieszkaniem i poinformowalismy agencje o checi wynajecia pojawily sie problemy. Dostalismy formularze, w ktorym trzeba sie niemal wykazac rodowodem i niepokalana opinie o sobie potwierdzic referencjami - Robert mowi "konkurs swiadectw" i cos w tym jest. W kazdym razie zlozylismy swoje dokumenty w poniedzialek i czekamy na decyzje wlascicielki, ktorej agencja przekazal papiery. W tzw, miedzyczasie idziemy ogladac kolejne dwa.

Na zdjeciu calkiem inne mieszkanie na Argyle Place - w odleglosci dwoch metrow od wspanialego parku i 50 od centrum i starego miasta. Niestety, jednym z minusow sa pojedyncze okna - tzw. podwojne - czyli double glazed to nie standard tutaj i moze bardzo wiac. Mozliwosci wiatru widac bylo wczoraj i przedwczoraj - wszystkie liscie z Leith spotkaly sie chyba nad morzem, bo tabunami przemierzaly ulice w tamtym kierunku.

Praca

Niektorzy mysla, ze praca i pieniadze leza tutaj na ulicy - no prawie.
Ostatnio, w zaulku przy glownej i reprezentacyjnej ulicy - Princes Street rozlozyl sie targ, gdzie sprzedawano potrawy, specjalnosci z roznych stron swiata. Byla francuska zupa cebulowa, ktorej sprzedawcy wygladali troche jak handlarze cebuli w Allo Allo, byly wielkie patelnie hiszpanskiej paelli i stoiska ze smierdzacymi serami i podejrzanymi kielbasami.
Ja szlam swoja zwyczajowa droga od sklepu do knajpy zostawiajac formularze i biorac nowe - a ze to wyczerpujace zajecie pozwolilam sobie na zakup kebaba. Uprzejmy pan spytal sie, co porabiam i skad jestem - odpowiedzialam zgodnie z prawda, ze jestem Polka szukajaca pracy. Na co zaswiecily sie jego tureckie oczy i powiedzial - poczekaj i reka wskazal mi miejsce, gdzie mialam stanac i przygladac sie, co robi jego towarzyszka: kasowala ludzi na 2 funty i podgrzewala gotowe placki na wielkiej patelni, po czym podawala to panu, ktory wypelnial je farszem. - Zobacz, co ona robi - tylko zbiera pieniadze. Myslami wybieglam juz w przyszlosc i zobaczylam siebie stojaca, w czepku na glowie, podgrzewajaca placki za 2 funty.
Pan - jak sie okazalo - Mustafa zrobil sobie przerwe i usiedlismy na lawce w pobliskiej Rose Street. Tam roztoczyl przede mna wizje pracy. Otoz mieszka w Yorku i jezdzi po calej Anglii i Szkocji odwiedzajac takie targi - to w weekendy, w tygodniu prowadzi restauracje i piekarnie - szuka kogos, kto zastapilby jego zone, z ktora pracuje teraz (Angielka, malzenstwo od 15 lat - poznali sie na Kos, gdzie Mustafa organizowal jednodniowe rejsy do Bodrum - no i z jednodniowej wycieczki zrobila sie wyprawa na cale zycie). Zatrudnionej osobie oferuje pokoj w swoim domu i zakwaterowanie podczas wyjazdow na rozne targi. Stwierdzil, ze wierzy w przeznaczenie i szuka kogos takiego jak ja. Mysle, ze byla to uczciwa propozycja, bez zadnych podtekstow. Po krotkim namysle stwierdzilam, ze wole jednak prowadzic stacjonarny tryb zycia w Edynburgu.

Saturday, 3 November 2007

Legalna blondynka (no moze nie do konca)

Dostalam NIN!!! - wlasnie przed chwila wpadl przez dziure w drzwiach - zapakowany w koperte o kolorze kawy z mlekiem - czyli tzw. szary papier - teraz czekam jeszcze na karte z wybitym numerem - moze to zabrac od 6 do 8 tygodni - mam nadzieje, ze jak mowi Frank przyjdzie za kolejne 2 tygodnie - bo nie usmiecha mi sie polowac na Pana Islama - wlasciciela mieszkania - na poczatku grudnia mamy przeciez sie przeprowadzic.

A na Broughton Road caly czas przychodza listy do poprzednich lokatorow - wyglada na to, ze mieszkaly ich tu legiony - roznych narodowosci - wlacznie z Alexis Aguilera i Norbertem Takacsem.