Monday, 21 January 2008

Widok z okna





teraz wyglada tak samo - tylko jest troche ciemniej i bardziej mokro. Pora deszczowa w pelni.

Friday, 18 January 2008

nowy refren

wyglada na to, ze do sentencji "Lubie Leith" dolaczy kolejne zdanie, ktore co i rusz nasuwa mi sie na mysl - za kazdym razem - slusznosc poczynionych obserwacji zaskakuje mnie do tego stopnia, ze musze to wyrazic na nowo. Zdanie to brzmi - Ale ten Edynburg jest maly.
Wczoraj zupelnie przypadkiem spotkalam dwie osoby z pracy w ksiegarni - a mase tez jest ludzi, ktorych juz znam z widzenia i tez ich widuje na okraglo - to nie moze byc przypadek.
Wg wikipedii mieszka tu okolo 500 tys. ludzi. Byc moze widzialam juz wiekszosc z nich.
Samo miasto tez w miare poznawiania skrotow i kolejnych dzielnic kurczy sie jakos.
Pamietam jak pierwszego dnia siedzialam sobie przy Muzeach w Princes Gardens i pani z izby turystyki przeprowadzala ze mna ankiete - nt. Edynburga wlasnie - jednym z plusow - miasta, ktore mozna bylo wybrac bylo wlasnie to, ze w wiekszosc miejsc mozna dojsc na piechote - bo to prawda. Co wiecej - inni tez to chyab zauwazyli.
Koncze wlasnie czytac ksiazke - ktora dostalam na Gwiazdke - kryminal lokalnego autora, ktorego slawa juz dawno wykroczyla poza Edynburg. Ian Rankin
opisuje morderstwa i kradzieze dziejace sie w miescie - glownym bohaterem jest inspektor tutejszej policji John Rebus. W "Black Book" Rebus zostaje wyrzucony z domu przez swoja partnerke - wrociwszy do domu zastaje walizki w ogrodku i przeprowadza sie do swojego mieszkania, ktore zdazyl juz wynajac studentom. W miedzyczasie przemierza znane nam juz ulice i zaulki w poszukiwaniu przestepcow. W pewnym momencie ze zdumieniem dowiaduje sie, ze kryzys jego zwiazku nie jest tajemnica dla kolegow i kolezanek z pracy i wszyscy juz wiedza, ze pomieszkuje katem ze studentami, bo Patience (nomen omen - cierpliwosc) stracila cierpliwosc do poznych powrotow i niedotrzymywania slowa.
- How the hell do you know about that?
- Come on. John, this is Edinburgh. You want to keep secrets, move somewhere bigger than a village"

Ian Rankin, Black Book, s. 201.

Thursday, 10 January 2008

Bajka o wolnym rynku

Jakos sie nie zalapalam na ksiazki Roalda Dahla - - nie wiem, czy u nas byly wydawane - Roald Dahl urodzil sie w 1916 roku w Walii, w norweskiej rodzinie i znany jest jako znakomity pisarz - w ksiegarni, w dziale dzieciecym figurowal jako klasyk; wiec kiedy w antykwariacie na Leith Walk (bardzo lubie Leith - nie wiem, czy juz o tym mowilam, ale ma swoj klimat) zobaczylam Charliego i Fabryke Czekolady wyluskalam funt i nabylam.
"Charlie i Fabryka Czekolady" to przede wszystkim bardzo ciekawa i oryginalna postac p. Willy'ego Wonki - wlasciciela tytulowej fabryki - ekscentryka i dziwaka obdarzonego cukierniczym geniuszem.
W sumie bajka bardzo malo socjalistyczna - wiec nic dziwnego, ze jakos u nas wyszla dopiero przy okazji wprowadzania na ekrany kin filmu z Johnem Deppem jako Mr WW.
Pan Willy Wonka zwolnil wszystkich pracownikow - w obawie przed szpiegostwem gospodarczym i sprowadzil do pracy plemie Oompa Loompa - ktore czci ziarna kakaowca i jest szczesliwe mogac pracowac w takim miejscu - nigdy nie opuszczaja fabryki. Nikt nigdy nie odwiedza fabryki - mieszkancy miasta (z ktorych wiekszosc pracowala pewnie w fabryce czekolady - a ktorzy musieli poszukac sobie innej pracy - nie sadze, zeby pan WW zaplacil im odprawy lub emerytury) gubia sie w domyslach, co dzieje sie za zamknietymi bramami przedsiebiorstwa. Dziadek Charliego zostal wyrzucony na bruk, ale dalej czci swego dawnego pracodawce - jego marzenia spelniaja sie, w dniu, w ktorym moze towarzyszyc wnukowi - (wraz z kilkoma innymi wybrancami, ktorzy znalezli w swych slodyczach zlote bilety) w wyjatkowej wycieczce po fabryce.

Historia jest na swoj sposob urocza i smieszna - ale chyba powinnam przeczytac ja przed No logo Naomi Klein dobrych pare lat temu. Z drugiej strony kazdy, z kim rozmawialam o polityce tutaj deklarowal sie jako lewicowiec - wiec moze ktos powinien sprawdzic, czy Oompa Loompa maja placona minimalna stawke i prawo do urlopu?

Lubie Leith

To wpis dedykowany Robertowi - bo moze byc zdziwiony tym faktem - bo moze nie wie, ze lubie te ciagnaca sie do morza dzielnice malych zakladow fryzjerskich, dziwnych sklepikow ze wszystkim i geriatrycznych pubow, przed ktorymi prawie w kazdy dzien tygodnia chwieja sie na nogach siwi bywalcy.

Na serio - to Robert twierdzi, ze upajam sie tytulowym zdaniem za kazdym razem jak przemierzamy ulice Leith Walk ;)

wyprzedaze

jako, ze po nowym roku wszystko zwalnia (dygresja: waterstone's swoich pracownikow tez, niestety; a propos to z rozmow z roznymi ludzmi z pracy wynika, ze ogolnie firma czyni ciecia finansowe i szykuje zwolnienia na wyzszym poziomie niz niezostawienie sobie zadnego xmas tempsa na pamiatke - dziwne - bo codziennie przed praca mielismy minizebrania - z ktorych wynikalo, ze prawie dzien w dzien bijemy wszystkie rekordy sprzedazy i prognozy - ale... to juz zupelnie inna historia)
jako, ze po nowym roku wszystko zwalnia - apogeum osignawszy w swieta - to sklepy proponuja styczniowe wyprzedaze - podobno 26.12 - pod Nextem w Glasgow stala kolejka od wczesnych godzin rannych.
W kazdym razie ja tez przeszlam sie po sklepach, ktore wygladaly jak pola walki - kleby ubran lezaly wszedzie - na podlodze i pietrzyly sie w specjalnych pojemnikach - wsrod nich krazyli ludzie z obledem w oku.
Ja cos tam sobie kupilam tez - ale okazalo sie, ze wyprzedaze nie omijaja nawet charity shops - (sklepy prowadzone przez fundacje roznej masci - do ktorych oddaje sie uzywane ubrania, sprzety, plyty, ksiazki itp - a dochod ze sprzedazy przeznacza sie na dzialanie stowarzyszenia.)
Tak sie sklada, ze pobliska Nicolson i Clerk Street - gdzie mieszkamy to istne zaglebie tych sklepow.
W antykwariacie Oxfam (organizacji, ktorej celem jest zwalczanie ubostwa na swiecie i wspieranie tzw. fair trade) kupilam sobie za pol i tak juz niskiej ceny klasyke roztrywki czyli Bridget Jones i Adriana Mole'a oraz klasyke dziecieca - czyli E. Nesbit i C.S.Lewisa. A takze - ze wzgledu na sentyment do nocnej zmiany - ksiazke, ktorej niezliczone egzemplarze musialam ukladac w stosy i oklejac naklejkami promocji 3 for 2.