pracuje w ksiegarni - do 5.01 jestem zatrudniona jako bookseller - czuje sie rzucona na gleoboka wode, ale dopoki mnie sami nie wywala to nie zrezygnuje. Ksiegarnia nalezy do sieci Waterstone's i jest najwieksza w Edynburgu. Miesci sie na zachodnim krancu glownej ulicy Princes Street, ktory nazywaja tu West End.
Musze wykonywac rozne obowiazki - na razie jestem na poziomie -1 w dziale tzw. akademickim, ale czasami wlos sie jezy na glowie, jak widze, jakie ksiazki musze wpychac na polke ;) Oprocz Academic i Popular Science jest Business, Languages i Foreign Languages, Psychlogia, Socjologia, Filozofia, Religia i Historia Naturalna, a takze moj ulubiony dzial czyli Mind Body and Spirit - a mowic wprost pol sciany zastawione new age'owa, slicznie wydana tandeta. W poddziale medytacje znalazlam np. Medytacje Marka Aureliusza, a w dziale Socjologia Kapuscinskiego - Futbolowa wojne (nikt mnie nie sluchal, ze to non-fiction i reportaz wojenny, dobrze, ze i tak nie bylo w sporcie ;) i Czechowa (!) notatki z podrozy na wyspe Sachalin.
Moje zadanie to sprzedaz ksiazek - czyli obsluga kasy - szok - od razu pierwszego dnia mnie tam postawili, zgodnie z dewiza - trening czyni mistrza. Mialam rozne wpadki, ale wszyscy mowia "don't worry about that" - mam nadzieje, ze niedlugo nabiore pewnosci w tej dzialalnosci. Kolejny obowiazek to wyszukiwanie w bazie danych ksiazek, autorow itd. Wyobrazcie sobie, ze przychodzi facet i belkocze dwa slowa - z ktorych jedno brzmi jak water, a drugie jak diving i co? Chodzilo o rozdzkarstwo - water divination - szukanie zrodel wody z patykiem - super. W koncu zrozumialam, o co co mu chodzi - ale ksiazek o patykach nie bylo. Powiedzialam to Sian - dziewczynie, ktora ma mnie wprowadzac w arkana ksiegarstwa i sie mna opiekowac, a tymczasem troche mnie olewa - a ona wzruszyla ramionami i powiedziala: - Phi, caly dzien leje, a ten jeszcze szuka wody.
Lepiej troche sie czulam przy polce Drama - spytana pani powiedziala, ze szuka Komedii omylek (podziekowania dla Pana Slobodzianka za zmuszenie nas do lektury znacznej czesci szuk Szekspira) - niestety na West End - czyli u nas tego nie bylo, ale odnalazlam w bazie danych, ze maja jeszcze jeden egzemplarz na pobliskiej George Street. Sukces!
Albo przychodzi facet i tez cos belkocze, nie rozumiem tytulu, wiec prosze o autora - on nie zna autora, wiec tytul wpisuje na chybil trafil, co mi sie wydaje, ze powiedzial - hot commodities (nawet nie wiem, co to znaczy - ale, ze dawnymi czasy lubilam spelowac - uklon dla tych, ktorych to wkurzalo - to sie nauczylam ortografii). No i hot commodities sie znalazlo w dziale biznes.
Tancze na cienkiej linie nad przepascia.
Ale ogolnie praca jest ciekawa, choc bardzo stresujaca.
Jako, ze dzis i jutro mam wolne, czyli tzw. offy, to wczoraj leczylam sie tym edynburskim produktem.
Thursday, 22 November 2007
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment